Sesja Narzeczeńska

Sesja narzeczeńska

Sesja narzeczeńska Wioli i Marcina była naprawdę wyjątkowa i mieliśmy kilka przygód, o których postaram się tutaj opowiedzieć. Wykonaliśmy ją w trzech różnych lokalizacjach co było niemałym wyzwaniem. Jednak zakochani mieli na tyle dużo energii, że było to możliwe.

Sesja narzeczeńska w Dreźnie

Nasz pierwszy przystanek wypadł w Dreźnie – pięknym mieście położonym nad Łabą. Ze Szczecina dojechaliśmy tam w niecałe 4 godziny. Musieliśmy więc dosyć wcześnie wyruszyć, aby wykonać fajną sesję narzeczeńską. Czas nas dosyć mocno gonił bowiem zależało nam przede wszystkim na sesji w górach Saksonii Szwajcarskiej. Dlatego w Dreźnie spędziliśmy nie dłużej jak pół godziny.

Co ciekawe po paru miesiącach do Drezna później wróciłem z przyjaciółmi, czego w ogóle nie planowaliśmy. Mieliśmy lecieć na super wakacje w Sardynii, ale nie wyszło. Byliśmy już na lotnisku w Berlinie z bagażami zapakowanymi na pokładzie samolotu. Nagle usłyszeliśmy z głośników, że nasz lot będzie opóźniony co nas trochę zmartwiło. Po dwóch godzinach oczekiwania na wylot dowiedzieliśmy się, że z powodu strajku na lotnisku w Olbii nasz lot został odwołany. Co za tym idzie nasze marzenia o sardyńskich plażach i krystalicznie czystej wodzie poległy.

Pewnie domyślicie się jak nasza czwórka się poczuła w takim momencie. Płacz, złość i rzucanie pięknych słów w dosyć głośnym tonie na lotnisku. Nie mogliśmy jednak nic zrobić i postanowiliśmy, że skoro przyjechaliśmy autem na lotnisko to gdzieś nim pojedziemy. No i wybór padł na Drezno, gdzie było naprawdę super. Oczywiście nie to samo na co się pisaliśmy, ale mieliśmy całkiem fajny wypad. Sorry za wątek poboczny przy sesji Wioli i Marcina, ale Drezno właśnie z tą historią mi się kojarzy. Sesja narzeczeńska – ciąg dalszy, zobaczcie na początek kilka zdjęć.

Sesja narzeczeńska przy moście Bastei

Sesja narzeczeńska trwała dalej po przejechaniu około 50 kilometrów z Drezna w stronę mostu Bastei. Zajęło to nam około godziny czasu, plus 15 minut na dojście na most z parkingu. Z Wikipedii dowiedziałem się, że Bastei oznacza basztę, która jest położona 190 metrów nad poziomem Łaby. Naprawdę fajnie jest tam pospacerować, nawet turystycznie, w okolicy jest kilka szklaków pieszych. Przeszkodą dla zdjęć są setki turystów i niedogodne godziny otwarcia. Niestety nie można tam wejść o wschodzie czy zachodzie słońca. Godziny otwarcia to od 10:00 do 17:00, czyli w najostrzejsze słońce. Prawie nigdy nie robię zdjęć w takich godzinach, jednak ta sesja narzeczeńską była przygodą.

Sesja narzeczeńska w Saksonii Szwajcarskiej

Na koniec zostawiliśmy sobie najciekawsze miejsce położone na skałach Saksonii Szwajcarskiej. Zazwyczaj sesja narzeczeńska odbywa się tylko o zachodzie słońca, dlatego tą część mogę nazwać głównym etapem sesji. No i tutaj zaczęły się przygody, o których wspomniałem na początku. Zaplanowaliśmy sobie półtora godziny na sesję o zachodzie słońca. Jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem.

Początkowo mieliśmy problem, żeby dojechać w okolice szlaku, z którego szybko dostaniemy się na szczyt. Nawigacja nas źle pokierowała, trafiliśmy w miejsce gdzie dojście na szczyt zajmie nam ponad 2 godziny. Zaczęliśmy się niepokoić czy uda nam się zrobić zdjęcia o zachodzie słońca. Szukaliśmy na 3 telefonach alternatywnych miejsc w okolicy i alternatywnego szlaku. Nie poddawaliśmy się i pojechaliśmy w inne miejsce, z którego droga na szczyt zajmie półtora godziny. Wtedy spojrzałem na zegarek i poinformowałem Wiolę i Marcina, że nie zdążymy tam wejść przed zachodem słońca.

Po krótkim namyśle i złamaniu przepisu o zakazie wjazdu autem na szlak sesja narzeczeńska o zachodzie słońca była uratowana. Droga okazała się całkiem niezła, jednak podejrzewam, że była przygotowana dla leśniczych i ekip ratunkowych. No, ale Marcin ma auto o wysokim zawieszeniu, lubi ryzyko, także wjechaliśmy całkiem wysoko. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się ze względu na zbyt duże uskoki i brak możliwości powrotu do domu.

Z tamtego miejsca mapy google podpowiedziały nam, że w pół godziny wejdziemy na szczyt. Mieliśmy bardzo mało czasu i kosztowało nas to dużo wysiłku fizycznego i psychicznego, aby tam wejść, ale się udało. Byliśmy na skałkach jakieś 10 minut przed zachodem słońca. Zrobiliśmy szybką sesję, której efekty zobaczycie poniżej.

Powrót do auta był równie ciekawy jak i sama wycieczka na szczyt. Robiło się już ciemno i nie pamiętaliśmy drogi powrotnej. Nie przygotowaliśmy się i nie wzięliśmy latarek, jednak w połączeniu trzech wizji powrotu dosyć szybko dostaliśmy się do auta. Przedzieraliśmy się po ciemku przez ciemny las pomiędzy skałami i bez widocznych szlaków. Kiedy już byliśmy w aucie i cieszyliśmy się, że wszystko się udało było już ciemno. Zjeżdżając drogą leśną w dół spotkaliśmy faceta, który podążał szlakiem do góry. Zaintrygowało nas dlaczego wchodził po zachodzie słońca do góry. Tego się nie dowiemy, może macie jakieś pomysły? Chętnie dowiem się w komentarzu.

Tutaj znajdziecie bardziej przyziemną i spokojnie wykonaną sesję narzeczeńską w Szczecinie.

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.