Sesja ślubna w Rzymie – przygotowania do wyjazdu

Ucieszyłem się kiedy usłyszałem od Julii i Bartosza, że po ślubie chcieliby mnie zabrać do Rzymu. Tak się złożyło, że była to moja druga sesja ślubna w Rzymie. Wcześniej odwiedziłem Rzym rok temu i byłem zachwycony tym włoskim miastem. W 2020 roku wszyscy wiedzą jakie mamy czasy. Nie jest łatwo podróżować, wyjazdy za granicę wymagają odpowiedniego przygotowania. Planując kolejną sesję ślubną w Rzymie miałem nie lada wyzwanie. Wyjeżdżając za granicę na sesje zawsze staram się zrobić coś nowego. Nie chciałbym powtarzać podobnych kadrów w tych samych miejscach. Trudno to jednak osiągnąć.

Gdy już doszło do wyjazdu od początku mi los nie sprzyjał. Ustawiłem budzik o godzinę za późno i jadąc na lotnisko miałem lęk, że mogę nie zdążyć. Na domiar złego całą drogę mocno padało. Jednak ja jestem szczęściarzem i udało mi się zdążyć no lotnisko. Nauczyłem się jednak, że przed kolejnym wyjazdem będę więcej się ruszał, żeby wzmocnić kondycję. Biegnąc z parkingu na lotnisko omal nie wyzionąłem ducha. Patrząc z perspektywy czasu, gdyby udało się wyłączyć stres to dotarłem na samolot idealnie w czas. Na lotnisku miałem 5 minut na ogarnięcie, także mogłem pominąć bieg z parkingu i wyzionięcie ducha. Mimo wszystko nie polecam takiego typu podróżowania. Jeżeli mnie spotkacie w niedalekiej przyszłości to zobaczycie, że siwych włosów przybyło.

Sesja ślubna w Rzymie – podczas pandemii

Kto był w Rzymie ten wie, że będąc tu nawet kolejny raz nie sposób ominąć centrum miasta i jego pięknych zabytków. W takich miejscach są tak zwane instagramowe miejscówki, w których po prostu trzeba zrobić zdjęcie. Tak się też stało i zrobiliśmy zdjęcia w takich miejscach jak Fontanna di Trevi, Panteon, i Koloseum. Nowością podczas tego wyjazdu były dla mnie Schody Hiszpańskie, od których zaczęliśmy sesję o wschodzie słońca. Trafiła nam się piękna pogoda i byłem zachwycony widokiem z góry na miasto.

Sesja ślubna w Rzymie jest czymś co mógłbym powtarzać co roku. Te miasto ma w sobie coś pięknego, ma duszę i cudowny klimat. W czasach pandemii zauważyłem, że Włosi są dużo ostrożniejsi od Polaków. Spotkałem się z dziwnymi dla mnie ograniczeniami, takimi jak zakładanie maseczek od godziny 18 do 6 rano. W ciągu dnia nie były obowiązkowe. Na lotnisku mierzenie temperatury na odległość 5 metrów. Być może tak technologia poszła do przodu i czujnik laserowy da radę zmierzyć tak temperaturę… Chyba jestem nie na czasie.

Zauważyłem też, że Włosi uznali, że fajnie nosić sobie maseczkę w ciągu dnia na łokciu. Wyglądało to całkiem cool, sam to podłapałem i wciągnęła mnie ta moda. Jednak przy większych skupiskach ludzi zakładałem maseczkę na siebie. Były też spore plusy podróżowania w tych czasach. Na mojej pierwszej sesji przeciskałem się w ciągu dnia przez tłumy turystów. Tym razem było dużo luźniej i nawet po śniadaniu można było zrobić zdjęcia bez turystów w tle w popularnych miejscówkach.

Po odwiedzinach Fontanny, Panteonu i kilku mniej znanych miejsc ruszyliśmy w kierunku Forum Romanum. Tam zrobiliśmy całkiem dużo zdjęć z czego jestem zadowolony bo to miejsce ma super potencjał na piękne kadry. Na ostatniej sesji ominęliśmy trochę te miejsce ze względu na to, że planowaliśmy dużo więcej miejsc zaliczyć.

Po zrobieniu zdjęć w centrum miasta udaliśmy się na chwilę do Watykanu, po czym spacerując wzdłuż rzeki Tyber trafiliśmy w klimatyczne uliczki przy Trastevere. Zatybrze to miejsce gdzie można zjeść super smaczną kolację i poczuć stary włoski klimat. Tam się zakończyła nasza sesja ślubna w Rzymie. Na koniec spróbowaliśmy carbonary po rzymsku i świętowaliśmy super dzień lampką aperolu.

Jeżeli spodobała się Wam moja sesja ślubna w Rzymie i lubicie włoski klimat to zapraszam do obejrzenia sesji z Wenecji. Co ciekawe w Wenecji byłem z panną młodą, kuzynką Bartosza.



Fotograf Ślubny Szczecin Fotografia Ślubna Szczecin ©Piotr Dynarski Fotograf Ślubny

© 2020 COPYRIGHT PIOTR DYNARSKI DESIGN BY ROBAK.CO